środa, 16 marca 2016

New Xiaolin Showdown ~ Rozdział 2. Śniadanie i trening.

"Każdy dzień zaczynaj z czystym kontem. Rano sięgnij po białe płótno i codziennie maluj od nowa w zapamiętaniu, bez żadnych zmartwień, bez strachu..." ~ Regina Brett

Pomoc Sebastiana okazała się naprawdę potrzebna. Cieszyłam się, że chociaż jedno z nas nie schizuje na widok Chase'a i, co za tym idzie, uważało na treningu. Tu mnie zaskoczył. Dałabym sobie rękę uciąć, że po kulturalnym olaniu mojej osoby, poszedł spać, a tu się okazuje, że przez cały czas uważnie mi się przyglądał. Jak na mnie przystało, natychmiast w głowie pojawiły się dziwne skojarzenia, toteż postanowiłam zaryzykować i spytać dlaczego. Odparł, że dostał rozkaz pilnowania mnie, więc to robił.... Nie zrozumiałam. Ale dobrze, że w ogóle odpowiedział, bo wbrew woli zaczęłam podejrzewać... złe rzeczy. Bardzo złe rzeczy.
-Zoofilia jest, gdy człowiek czuje pociąg do zwierząt, a jak się mówi, kiedy to zwierzę czuje pociąg do człowieka?- zapytałam, wychodząc z łazienki. Leżący pod drzwiami tygrys uniósł głowę, zaskoczony moim nagłym pojawieniem się. Słysząc pytanie, natychmiast ją opuścił, położył sobie przednie łapy na oczach i sapnął.- Sebastianie, czy to był koci facepalm?- fuknęłam, oburzona i wpakowałam się do łóżka.
Będąc już pod kołdrą, uśmiechnęłam się do siebie. Od kiedy go poznałam, uważałam, że to kolejny gbur z olbrzymim dystansem do innych ludzi. Tymczasem okazało się, ku mej radości, że on jednak ma jakiś charakter! I udowodnił to wyjątkowo dotkliwie dzisiaj, podczas powtórki z lekcji z Chasem. Przez niego musiałam jeszcze raz brać prysznic! Uśmiechnęłam się szerzej i wychyliłam się w stronę szafki nocnej, aby zdmuchnąć stojącą na niej świecę.
Przez następną godzinę moje myśli błądziły swobodnie, zahaczając o tematy ważne i mniej ważne, aż w końcu usnęłam. 
Rankiem obudziło mnie pomrukiwanie z wolna przeradzające się w warczenie. Uchyliłam jedno oko, odnajdując wzrokiem zegarek, żeby sprawdzić godzinę. Dochodziła siódma. Sapnęłam i wróciłam do słodkiej drzemki, w międzyczasie burcząc pod nosem formułkę, mającą spełniać rolę protestu przed wstaniem. Tygrys warczał coraz głośniej, przeszkadzając mi w spaniu. Naciągnęłam kołdrę na głowę.  
-A kysz!- sapnęłam. 
Dosłownie sekundę później, ponad dwustukilogramowe, tygrysie cielsko wgniotło mnie w materac. Zabrakło mi powietrza w płucach, a pierzyna bynajmniej nie pomagała mi się oswobodzić. Nie wiedzieć czemu, przypomniał mi się brat. Zawsze strasznie się ze sobą kłócimy, a gdy był młodszy, w odwecie za wyzwanie go od kretynów czy idiotów, wchodził mi do łóżka i pokładał się na mnie, dopóki nie zrzucałam go na podłogę. Sytuacja bardzo podobna, z tym, że masa dorosłego, drapieżnego kota jest nieporównywalnie większa od masy dziesięciolatka.
-Sebastian, nie mogę oddychać!!!- krzyknęłam, nadal próbując się wydostać. Wynurzyłam się spod kołdry, jak tylko mi na to pozwolono i przeszyłam to durne kocisko zirytowanym spojrzeniem. Najwyraźniej nie byłam na tyle straszna, żeby wywrzeć na nim jakiekolwiek wrażenie, bo dalej przyglądał się moim poczynaniom wyraźnie znudzony. Pewnie w jego mniemaniu wyglądałam raczej śmiesznie lub żałośnie z potarganymi włosami i wypiekami na twarzy. Westchnęłam zrezygnowana i dałam sobie z spokój, zwalając całą winę na Chase'a - jest niesamowicie cierpliwy, ale kiedy się wkurza, skutki są odczuwalne przez kilka kolejnych dni. Wiem, z własnego doświadczenia. Jego raczej nie pobiję w byciu przerażającym.- Nienawidzę cię.- burknęłam, wygrzebując się w łóżka.
Szybko wyjęłam z szafy czysty komplet ubrań - wyglądający tak samo jak poprzedni... Ach, te uroki życia w kreskówce! - i jeszcze szybciej podreptałam do łazienki, zamykając za sobą drzwi na klucz. Ot, stare przyzwyczajenie. Rozczesałam włosy i opłukałam twarz zimną wodą, żeby choć trochę się rozbudzić. 
Poranna toaleta nie zajęła mi wiele czasu, niemniej, kiedy wyszłam, moje łóżko było już pościelone, a cały pokój lśnił czystością. Może nie był specjalnie brudny, przynajmniej w moim mniemaniu, ale tajemnicza służba Księcia Ciemności wykonywała codziennie te same, rutynowe czynności. Dlaczego tajemnicza? Nigdy się na nią nie natknęłam. Nie raz z nudów wybierałam się na poszukiwania czegoś w stylu kuchni, pralni, czy chociażby schowka na miotły. Nie trudno się domyślić, że były one bezowocne. A przecież musiał być w tym przybytku ktoś, kto dba o obejście. Chciałam zapytać Chase'a, ale na początku naszej znajomości powiedział, że im mniej głupich pytań zadam, tym lepiej. Czy to zalicza się pod głupie pytanie?
-Za dużo myślę ostatnimi czasy.- mruknęłam pod nosem. Następnie odezwałam się głośniej i już nie do siebie, a Sebastiana, który, w ludzkiej postaci, oglądał woskowe kleksy, uwiecznione przeze mnie na kartce kilka dni temu, kiedy cierpiałam na nudę.- Czemu wywaliłeś mnie z łóżka?
-Jesteś już spóźniona na śniadanie.- odpowiedział, podnosząc na mnie wzrok.
-Na pewno umierają z tęsknoty.- rzuciłam. Nie byłam głodna. I nie. Przeniesienie do kreskówki, ustalona przez mojego trenera dieta - której i tak nie przestrzegam - i chęć podobania się Chase'owi - lol, dlaczego o tym pomyślałam? - nie mają z tym nic wspólnego. Czasem jestem w stanie przeżyć całą dobę o chlebie i wodzie, a innym razem, co pięć minut biegam szukać sobie czegoś do jedzenia. Właściwie, nie wiem, od czego to zależy. Jestem dziwną osobą.
Byłam już gotowa do wyjścia, lecz kiedy otworzyłam drzwi pojawił się mały problem. Korytarz po prawej niczym nie różnił się od tego z drugiej strony. Którędy to się szło?
-Wiesz jak dojść do jadalni?- zapytał Sebastian, który przyglądał się moim niesamowitym umiejętnościom z zażenowaniem wypisanym na twarzy.
-Muszę poprosić Chase'a, żeby poćwiczył ze mną orientację w terenie, bo chyba troszkę zardzewiała.- powiedziałam, chcąc jakoś usprawiedliwić swoje nierozgarnięcie.
-Tylko troszkę?- Uniósł brew do góry w geście mającym wyrażać zaskoczenie.
-Nom, odrobinę.- przytaknęłam.
Pozwoliłam zaprowadzić się do jadalni. W trakcie spacerku po raz n-ty uważnie obserwowałam otoczenie, w celu zapamiętania drogi. Co z tego wyszło? Nic. Bo wszystkie korytarze w tym zamczysku są identyczne. Ech. Olbrzymie wrota otworzyły się samoistnie i weszłam do środka.
U szczytu stołu siedział Chase, dwa miejsca dalej - Katnappe. Wuyi nie było. Wbrew pozorom, to nie ja zawsze przychodziłam ostatnia, tylko ona. Ewentualnie nie przychodziła wcale, a potem kazała się karmić winogronem. Czasem się zastanawiam, dlaczego Chase w ogóle ją tu trzyma? Przecież odebrał jej moce i nie pozwala choćby zbliżyć się do jakichkolwiek Shen Gong Wu - nie żebym ja miała ten przywilej... -, co czyni ją poniekąd bezużyteczną. Rozumiem. Nie chce, żeby narozrabiała. Ale czy nie mógłby jej po prostu zostawić bez jedzenia i wody na jakiejś pustyni i byłoby po krzyku?... Robię się okrutna przez to przygnębiające otoczenie.
-Dzień dobry- przywitałam się, odruchowo kłaniając się lekko w pasie. Kolejny nawyk nabyty, o dziwo, nie dzięki Księciu Ciemności - choć za moje maniery też postanowił się zabrać -, a zbyt dużej ilości obejrzanych anime. Z tego też powodu czasem do mojego języka wtrącały się podstawowe japońskie zwroty. Od dłuższego czasu zamiast "tak" mówiłam "hai".
Kat postała mi swój koci uśmiech; Chase nie zaszczycił nawet spojrzeniem; a obecni w pomieszczeniu wojownicy standardowo olali. Mówiłam, że za mną tęsknili? Idąc do stołu, odwróciłam się przez ramię do Sebastiana i posłałam mu niewerbalną wiadomość: "A nie mówiłam?". Zdążyłam jeszcze zobaczyć, że przewrócił oczami, po czym zajęłam miejsce obok... koleżanki? Towarzyszki niedoli? Póki co, nie mogę nazwać pobytu w Krainie NieTutaj niedolą... Dobra, stop. Bo znowu wewnętrzny monolog oderwie mnie od rzeczywistości.
Podczas posiłku panowała cisza przerwana jedynie raz przez przybycie rudowłosej wiedźmy, która zaraz na wejściu musiała podlecieć do Chase'a, pochwalić się pomalowanymi paznokciami. Podstawiła mu je prosto pod nos. Ten powiedział coś na temat naruszania przestrzeni osobistej i, że jej łamanie grozi zrzuceniem z klifu, co skutecznie uwolniło go od nachalnej kobiety. Zachichotałam.
-Ze mnie się śmiejesz?!- warknęła Wuya. Ups. Najwyraźniej zwróciłam na siebie jej uwagę.
-Ja? No co ty.- odparłam niewinnie, nabijając na widelec kolejną smażoną pieczarkę. Pomachałam sztućcem w powietrzu.- To przez grzybki-halucynki.
Tym razem Ashley parsknęła śmiechem, omal nie krztusząc się winem, którym popijała kanapki z sałatą i serem. Ciekawe połączenie, ale co ja tam wiem. Kiedy miałam czternaście lat rodzice proponowali mi kieliszek szampana na sylwestra. I na tym skończyło się moje picie alkoholu. Zresztą, o czym ja w ogóle kontempluję. Za młoda jestem.
-Dobre, młoda!- Katnappe poklepała mnie z uznaniem po plecach. Zdążyłam zauważyć, że ona i Wuya nie darzą się sympatią. Każda zrobiłaby wszystko, żeby dopiec drugiej. Kiedyś nawet podsłuchałam - całkowicie mimowolnie - jej rozmowę z Chasem, podczas której próbowała go przekonać, żeby w końcu włączył Ashley do swojej armii jako "hienę bądź innego pchlarza". Już wiem kogo kicie nie tolerują bardziej niż mnie.
-Serio?- mruknęłam. Grzybki halucynogenne nie są zbyt oryginalne. 
-Dowcip równie nowoczesny, co moja matka.- skomentowała Wuya. Przestała chodzić i w końcu usadziła szanowne cztery litery na krześle.
-Nom.- zgodziłam się.- Stać mnie na więcej! Ale szkoda na ciebie mojego wysiłku.- Ostatnie zdanie burknęłam cicho i niewyraźnie, od razu zabijając je ziołową herbatą. Nie było odzewu, toteż pewnie nie usłyszała. Ewentualnie powstrzymało ją zirytowane spojrzenie Chase'a, który miał już po kokardę naszej rozmowy. Chase w kokardzie. Hmm...     
-Rachel!
-Co?- palnęłam, nagle przytomniejąc. Rozejrzałam się i ze zdumieniem spostrzegłam, że w jadalni zostaliśmy tylko ja i Sebastian, który stał nade mną ze swoją naturalną miną. I o tym właśnie mówiłam! Zamyślę się na chwilę i życie mi ucieka!
-Zaraz masz trening. Wypadałoby się obudzić, nieprawdaż?- powiedział z całkowitym spokojem. Wow, Chase wiedział, co robi, kiedy przydzielał go do pilnowania mnie. Pierwsza osoba - osoba? -, która nie dostaje przy mnie nerwicy.
-Trening? Teraz rano?- zdziwiłam się. Posłusznie wstałam i ramię w ramię wyszliśmy z pomieszczenia, a zniecierpliwione sługi Younga zabrały się za sprzątanie.- Nie mógł mi o tym chociaż powiedzieć?
-Mówił.- zauważył.- Tuż przed tym, jak wyszedł. Wyglądał jakby nie czuł się zbyt komfortowo, kiedy się tak na niego gapiłaś.
-Gapiłam się na niego?- No proszę, jakich ciekawych rzeczy się dowiaduję.
-Owszem.- Skinął głową.- Nie wiem, co mu zrobiłaś, ale takiej miny jeszcze u niego nie widziałem; Zdegustowanie i irytacja pomieszane z upokorzeniem.
-Naprawdę?- Ponownie skinął.- Wow. Ja tylko zastanawiałam się jakby wyglądał z włosami upiętymi do góry i przystrojonymi kokardą.- wyznałam.
Uśmiechnął się krzywo, co w jego wykonaniu miało oznaczać rozbawienie.
-I do czego doszłaś?
-W pomarańczowym wyglądałby strasznie. Zieleń i złoto, to zdecydowanie jego kolory.- stwierdziłam.
~°~°~
-Musisz mieć spokojny i czysty umysł.
-Czysty? Spoko. Gorzej z tym pierwszym.- jęknęłam. Starałam się trzymać oczy zamknięte, ale każdy gwałtowniejszy ruch w którąkolwiek ze stron skłaniał mnie do ich otwarcia. Wystarczało, że zerknęłam  z rozciągającą się przede mną przepaść, a świat zaczynał wirować.- Wspominałam, że mam lęk wysokości?
-Ze dwa razy.
-S-spoko.- powtórzyłam, nie do końca zgodnie z prawdą. Nie było spoko. Na pewno nie kiedy człowiek stoi na krawędzi gzymsu o szerokości maksymalnie dwudziestu centymetrów, bez możliwości cofnięcia się - Chase stał kawałek za mną -, a do twardej podłogi było dość daleko. Czułam się jakbym stała na dachu bloku mieszkalnego.- P-przypomnij mi, proszę, jaki cel ma to ćwiczenie?- zapytałam. Nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Ostatecznie skierowałam wzrok na sufit, byleby nie patrzeć w dół.    
-Nauka równowagi. Musisz zaufać swojemu ciału.- pouczył, już piąty raz w ciągu ostatnich kilkunastu minut.
OK. Ja to rozumiem, szanuję i toleruję. Szkoda tylko, że nigdy nie grzeszyłam koordynacją ruchową, zwłaszcza pod stresem! Teraz zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem dostałam się do głównego składu cheerleaderek? Albo jestem bardziej utalentowana, niż mi się wydaje, albo miałam szczęście. Stawiam na to drugie.
-Stań na jednej nodze.- polecił czarnowłosy. Chociaż nie widziałam jego wyrazu twarzy, byłam pewna, że właśnie uśmiechnął się podle. Naszła mnie wielka ochota, żeby wrzasnąć: "Chyba cię pogięło!". W ostatniej chwili ugryzłam się w język. Pewnie zepchnąłby mnie, dla czystej przekory.
Nie próbowałam robić jaskółki, ani przyjmować innych dziwnych pozycji - w mojej sytuacji nie skończyłoby się to zbyt dobrze. Zgięłam prawą nogę w kolanie i uniosłam ją delikatnie do góry, przenosząc ciężar ciała na lewą.
-Wyżej.- W jego głosie słychać było wyraźną nutę rozbawienia.
Wywróciłam oczami. Niemniej uniosłam nogę tak, że stopę miałam na wysokości drugiego kolana. Zachwiałam się. Aby utrzymać równowagę musiałam poruszyć nogą. I w ten sposób znalazłam się na samej krawędzi gzymsu. Pięknie, Rachel, pięknie.
-Jeszcze wyżej.
Zirytowałam się.
-Panie, jak jesteś, pan, spragniony widoku uniesionych do góry kobiecych nóg, mogę polecić Wuyę. Na pewno będzie uradowana!- warknęłam. Wiedziałam, że w jego mniemaniu to zwykłe ćwiczenie i nie ma w nim żadnych podtekstów. Jednakże wciąż jestem uczennicą gimbazy, a to do czegoś zobowiązuje.
Nie dostałam odpowiedzi, za to doczekałam się czegoś innego. Chase, cicho niczym bestia na łowach, przysunął się bliżej. Tak blisko, że czułam jego oddech na karku. Zamknęłam oczy, kiedy wychylił głowę znad mojego ramienia.
-Niech cię piekło pochłonie!- mruknęłam, przez zaciśnięte zęby. Niemal czułam jak mi się mózg zawiesza!
-Pewnie już to zrobiło.- Usłyszałam jego szept tuż przy uchu. Głęboki, opanowany i drwiący. Ale poza tymi standardowymi czynnikami usłyszałam również nutę melancholii. Zawsze tak mówił i tego nie dostrzegłam, czy to jakaś nowość? Nie zdążyłam się zastanowić, gdyż Książe Ciemności położył ręce na moich biodrach i zepchnął z gzymsu.             
----------------------------------------------
Oglądałam sobie właśnie jeden z odcinków Xiaolin, kiedy to pisałam i Wuya do Jacka rzuca taki tekst: "A co ma Chase Young, czego ja nie mam?", z tym, że "Chase" wymówiła tak, jak się wymawia ser po angielsku i miałam dziwne skojarzenie xD "Czis" XD
Shun: Wyobraziła sobie pomnik Chase'a wykonany z sera...
I jeszcze myszy z Garfielda, które go podgryzają XD Niezapomniane przeżycie >.>

poniedziałek, 14 marca 2016

New Xiaolin Showdown ~ Rozdział 1. Witamy w Krainie NieTutaj.

"Typowym kocim nawykiem jest ciekawość. Ciekawość jest też ludzką skłonnością. A jednak koty są zadziwiająco stworzone do przejawiania ciekawości." ~ Eric Gurney

Życie czasami zaskakuje nas bardziej niż ustawa przewiduje. Może mi ktoś wytłumaczyć jakim cudem przysnęłam u siebie w pokoju, a obudziłam się na ziemnej, marmurowej podłodze? I nie. Nie spadłam z łóżka. Zacznijmy od tego, że to nie był mój dom. Za wysoki sufit, za staroświecki wystrój, widzę to nawet z tej perspektywy. Wyprostowałam ręce tym samym unosząc się do pozycji siedzącej. Czułam się trochę dziwnie, jak po dobrym maratonie horrorów, które pozostawiają trwały uraz na psychice i sprawiają, że mózg wypływa uszami. W skrócie, miałam mętlik w głowie i wolno kojarzyłam fakty. Niestety, nie zapowiadało się, żeby ten kac przeszedł w najbliższym czasie, a szkoda, bo logiczne myślenie przydałoby mi się w takiej sytuacji.
-Ała.- jęknęłam. 
Obraz przed oczami miałam strasznie rozmazany. Nie próbowałam ani dogłębniej badać pomieszczenia wzrokiem, ani tym bardziej wstawać. Prawdopodobnie skończyłoby się to zwróceniem ostatniego posiłku, a tego wolałabym uniknąć. Przymknęłam oczy. Planowałam spokojnie poczekać, aż wróci mi trzeźwość umysłu, żeby dokładnie przeanalizować sytuację. Szkoda, że moje planowanie szlag trafił…
-Wygodnie ci na tej podłodze?- Usłyszałam za swoimi plecami głęboki, męski głos. Wydawał się spokojny i cierpliwy, jednak przy dłuższym wsłuchaniu się można było wyłapać w nim nutkę drwiny przyprószonej niezachwianą wiarą we własne możliwości. Wydawał się dziwnie znajomy, a jednak tak obcy.
W ostatniej chwili powstrzymałam się przed odruchowym otwarciem oczu i odwróceniem głowy – nadal miałam na uwadze, jak mogłoby się to skończyć.
-To zależy.- odpowiedziałam, znów zmieniając pozycję na leżącą. Chłód posadzki działał kojąco i pomagał mi się uspokoić.- Jest trochę twarda, ale może być.- dodałam. Powoli otworzyłam oczy. Sufit już nie wyglądał jak wielka, rozmazana plama. No, jest jakiś progres!
Mój rozmówca prychnął.
-Jak widzę masz cięty język.- stwierdził.
-Mam to uznać za komplement?- zapytałam. Przeturlałam się na brzuch – nie, nie, żeby podłogę wyfroterować. Ona nawet tego nie wymagała. Widać, że facet ma dobrą sprzątaczkę, bo wątpię, żeby sam latał ze zmiotką i szufelką. Zmiana pozycji miała na celu pomóc mi w osiągnięciu pozycji pionowej żebym mogła przekonać się, do kogo należy głos, z którym tak miło mi się gawędzi. Usiadłam po turecku i dopiero wtedy spojrzałam przed siebie. 
Nie jestem pewna, kogo się spodziewałam, ale na pewno nie tego, z czym kazała mi się zderzyć rzeczywistość. Gałki oczne niemal wypadły mi z orbit, a z delikatnie uchylonych ust wydobywała się jedynie przeciągnięta samogłoska "e". Tymczasem Chase przeszywał mnie chłodnym spojrzeniem swoich złotych oczu z pionową źrenicą. Siedział, całkowicie rozluźniony na tronie, który tyle razy widziałam na ekranie telewizora, czy komputera. Długie, czarne włosy spływały mu na plecy odziane, podobnie jak reszta ciała, w tradycyjną zbroję. Nie wiem, jak długo tak siedziałam, w każdym razie trwało to, dopóki brunet się nie odezwał.
-Płyta ci się zacięła?- zapytał retorycznie, z wyraźną pogardą w głosie, a jedna z jego brwi uniosła się do góry.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że coś do mnie powiedział. Odpowiedziałabym bardzo chętnie, gdybym tylko pamiętała jakie było pytanie. Z zadziwiającą prędkością wyleciało mi ono z głowy.
-Zawsze wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale żeby do tego stopnia... Chyba naprawdę powinnam się udać do jakiegoś psychologa. I przestać tyle siedzieć w komputerze.- rozmyślałam, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówię to wszystko na głos.- Serio, to już lekkie przegięcie. Wbrew pozorom wyrosłam już z wymyślonych przyjaciół, a halucynację na taką skalę... Może tylko śpię?- urwałam.
-Zapewniam, że nie są to ani halucynacje, ani senne mary.
-Serio?- Zrobiłam mało inteligentną minę.- Więc co? Jakim cudem rozmawiam twarzą w twarz z postacią z kreskówki, którą oglądałam w dzieciństwie?- zapytałam z lekkim wyrzutem.
-Ty mi powiedz.- odparł. Nawet się nie zdziwił, gdy nazwałam go postacią z kreskówki, więc pewnie ma mnie za nieszkodliwą wariatkę.   
~°~°~
Od mojej niespodziewanej pobudki na podłodze w sali tronowej Księcia Ciemności minął już tydzień. Nadal jestem trochę przytłoczona tym wszystkim, ale już przynajmniej nie zachowuję się jak lunatyk. Właściwie to... nie bardzo pamiętam, o czym rozmawialiśmy z Chase'm po moim odzyskaniu przytomności, a tym bardziej nie wiem, jak to się stało, że zostałam jego uczennicą. Ale za to, mam swoją teorię - praktycznie już potwierdzoną -tłumaczącą jak mogło do tego dojść. Otóż, zdążyłam już zauważyć, że w obecności Chase'a mój mózg zmienia się w papkę, pracującą na znacznie wolniejszych obrotach. Dodajmy do tego otumanienie i zdezorientowanie wywołane, nagłym wylądowaniem w kreskówce i viola! Krótkotrwały zanik pamięci gotowy! Swoją drogą, ciekawe, czy Chase działa tak na wszystkie dziewczyny, czy tylko na mnie i mój udręczony mózg, który zwyczajnie nie wytrzymał przeszywającego spojrzenia jego jaszczurczych oczu.
Treningi są makabrycznie ciężkie, ale ciekawe - zawsze chciałam rozwinąć swoje umiejętności walki, a czarnowłosy stanowczo był na wyższym poziomie niż mój dotychczasowy mistrz. Można by rzec, że różnica między nimi to jakieś tysiąc pięćset lat żmudnych treningów. Jak dla mnie to sporo.
Jedyną rzeczą, która dobija mnie na każdym kroku - i to dosłownie - to ubranie, w którym muszę paradować. Może dla innych nie byłoby problemu, bo czarno-bordowa tunika, ciemne legginsy i czarne buty na płaskiej podeszwie prezentowały się naprawdę ładnie, lecz ja należę do tej strasznej grupy ludzi, którzy nie tolerują legginsów. Zawsze unikałam ich jak ognia i teraz ciężko mi się przyzwyczaić do czegoś, co tak ściśle przylega do ciała. Dżinsie, miłości moja, czemuś mnie opuścił?! Ano, tak... księciunio trzyma mnie pod kluczem i nie pozwala wybrać się na zakupy. Wiedziałam, że mi nie ufa, wszak znał mnie tydzień, w dodatku wypadłam z portalu prosto pod jego nogi - jak to tragicznie brzmi - i nawet nie umiem tego logicznie wyjaśnić, aczkolwiek dokąd niby miałabym uciekać? Jedyne czego byłam w pełni świadoma to tego, że przeniosło mnie do kreskówki - wyglądającej, notabene, zbyt realistycznie jak na kreskówkę -, a pomysłów na powrót brak.
Poza Chase'm, jego kocią armią, a teraz także i mną, w pałacu mieszkają również Wuya i Katnappe, a od tej drugiej słyszałam, że gdzieś w lochach gnije Hannibal Roy Fasolka. Ta informacja dała mi kolejny powód do rozmyślań. Czy wydarzenia z kreskówki są w pełni kompatybilne z wydarzeniami mającymi miejsce w tym wymiarze? A jeśli tak, to jaka jest różnica czasu między ostatnim odcinkiem serii, a dniem dzisiejszym? Musiało minąć parę lat, bo chociaż Chase i Wuya się nie starzeją, to Katnappe definitywnie wyglądała na starszą. Byłam ciekawa, co jeszcze się zmieniło, poza schwytaniem Fasolki.
-Przeszkadzam ci, panienko?
O! Kolejna rzecz, której się nie spodziewałam. Mianowicie dostałam własny pokój, w bliżej nieokreślonej części zamku i na początku strasznie się gubiłam. Było ze mną też mnóstwo innych problemów takich jak napady klaustrofobii, choroby sierocej, czy spędzanie całych godzin przed lustrem, gdzie starałam się pojąć, dlaczego nie mam czarnych, konturowych kresek, skoro jestem w kreskówce. W skrócie, wymagałam czyjegoś nadzoru. Naturalnie, Chase nie raczył się udzielać i kazał jednemu z kotów mieć na mnie oko. Gdziekolwiek nie poszłam miałam towarzystwo w postaci białego tygrysa. Na sali treningowej, w kuchni, w pokoju - zawsze siedział gdzieś na uboczu niczym jakiś prześladowca. Tyle dobrego, że do łazienki za mną nie wchodził, bo to by była lekka przesada.
-Nie. Chciałeś coś?- zapytałam, wyrywając się z zamyślenia. Spojrzałam zamglonym wzrokiem na mojego strażnika, wyjątkowo będącego w ludzkiej formie. Był młody, jego wygląd zewnętrzny wskazywał na dwadzieścia parę lat. Jego bladą twarz okalały proste, białe włosy, a czerwonawe oczy przyglądały mi się beznamiętnie. Cała jego postawa mówiła... właściwie, nie wiem, co mówiła. "Mam to wszystko w dupie"? Coś koło tego.
-Nic konkretnego.- odpowiedział.- Radzę tylko, żebyś spojrzała na zegarek.
Uniosłam brew w pytającym geście i odwróciłam głowę w stronę naściennego zegara. Momentalnie zdębiałam.
-O cholera- rzuciłam, zrywając się z łóżka i wybiegłam na korytarz, omal nie zapominając o otwarciu drzwi. Usłyszałam ciche westchnienie pomieszane z trzaskiem zamykanych drzwi. Byłam pewna, że mężczyzna powlókł się za mną, jak zazwyczaj.
Trzy minuty później wpadłam zdyszana do sali treningowej. Chase już tam był. Siedział na ziemi, będąc plecami do wejścia i chyba medytował. Nie zdążyłam jeszcze odsapnąć, kiedy pomieszczenie wypełnił jego surowy głos.
-Dziesięć minut spóźnienia.- powiedział, tonem wyraźnie oczekującym na wyjaśnienia. Raczej nie powiem mu, że rozmyślałam o wszystkim, co mnie do tej pory spotkało. To byłaby słaba wymówka. Postanowiłam, więc, wykorzystać to, że mam zadyszkę po biegu i wypaliłam:
-Biegi na rozgrzewkę?
Spojrzał na mnie przez ramię. Raczej tego nie kupił.
-No co? Jak dla mnie pobiłam rekord świata.- stwierdziłam, z pełnym przekonaniem. Z mojego pokoju, do tego pomieszczenia wcale nie jest tak blisko, zwłaszcza, gdy się wliczy niezliczoną ilość schodów, które trzeba pokonać.- Prawdę mówię, kocie?- zwróciłam się do tygrysa, który zdążył już zwinąć się w kłębek w kącie sali. Słysząc pytanie uniósł łeb, kichnął i wrócił do poprzedniej pozycji. No, jaki bezczelny!
-Powiedzmy, że ci wierzę.
Chase wstał, ręką pokazując mi, że mam podejść. Ciekawe, co dzisiaj wymyślił... i czy mnie to nie zabije... Dobra, bez przesady. Aż tak mordercze te ćwiczenia nie są. Szkoda tylko, że w przerażających ilościach. Kiedy wczoraj kazał mi zrobić tysiąc brzuszków, odpadłam po stu dwudziestu dwóch.
Książę Ciemności zabrał spod ściany dwa bambusowe kije. Jeden z nich wylądował w moich rękach. Oczywiście, nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła nim kręcić i wywijać na lewo i prawo, zachwycona świstem przecinającego powietrza, jaki wydawał. W rezultacie dwukrotnie oberwałam w głowę - za pierwszym razem, przez własną głupotę; drugi był upomnieniem od Chase'a, który próbował przywrócić mnie do porządku.
-Skup się- upomniał.
-Ależ ja jestem skupiona, szef... MISTRZU!- poprawiłam się. Przestałam machać pałką, kręcić się i grzecznie czekałam na polecenia.
Przez następne półtorej godziny Książę Ciemności pokazywał mi różne pozycje bojowe, które musiałam za nim powtarzać. Na koniec orzekł, że mam się wszystkich nauczyć na pamięć, co trochę zburzyło moją wiarę we własne możliwości.
-Przecież ja pamiętam, tylko kilka ostatnich!- zaskomlałam, idąc z powrotem do pokoju, żeby wziąć prysznic. Bardziej z przyzwyczajenia, niźli faktycznej potrzeby. Dzisiejszy trening nie wymagał tyle wysiłku fizycznego, co myślenia. Nie zmienia to faktu, że mój mózg, razem z wszystkimi przemyśleniami, uległ restartowi, gdy pan nauczyciel stanął tuż za mną i objął mnie w pasie, pod pretekstem "pokazania mi właściwego ustawienia", bo oczywiście wszystko "robiłam źle". Jasne, kurde. Mój antytalent, a jego złośliwość, to dwie różne sprawy.
-Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.- odezwał się albinos, znienacka przybierając ludzką postać. Zaskoczył mnie. Nie sądziłam, że mnie w ogóle słucha, a tym bardziej zechce mi cokolwiek proponować.
-Mógłbyś?- Chciałam się upewnić. Bo na Wuyę, czy Kat raczej nie mogę liczyć. Nawet sobie tego nie wyobrażam.
-Jeśli chcesz, panienko.- powtórzył.
-Pewnie, że chcę!- zapewniłam.- A tak z innej beczki, Chase kazał ci tak do mnie mówić, czy to twoja inicjatywa?- zainteresowałam się. Nie raczył mi odpowiedzieć. Uznałam, więc, że druga opcja jest tą trafną i uśmiechnęłam się pojednawczo.- Mów mi po prostu Rachel.
Burknął niewyraźnie coś, co, jak zakładam, miało być odpowiedzią twierdzącą.
-Właściwie to... jak chcesz mi pomóc, kocurze?- Będzie pomagał mi ściągać, jak Chase zrobi kartkówkę? Spojrzał na mnie spode łba.- Coś nie tak?
-Musisz mnie wyzywać od kotów. Tak się składa, że ja też mam imię.
-Ow. Wybacz.- burknęłam, lekko się czerwieniąc. Szybkim ruchem ręki wydobyłam czarną krzywkę zza ucha. Natychmiast opadła, zasłaniając mi połowę twarzy i właśnie o taki efekt mi chodziło. Kurtyna z włosów zawsze przydatna.- Więc?
-Sebastian- odpowiedział po chwili.- A, co do twojej lekcji - trzeba ją po prostu powtórzyć, nie sądzisz?
-Na serio?! Ale ja nie chcę...- jęknęłam, płaczliwym tonem. Obiecałam sobie, że z następnych treningów z Chase'm będę robić notatki.

sobota, 12 marca 2016

New Xiaolin Showdown ~ (Prolog) Rachel Gansey, czyli ja.

Biologia. Koszmar level seven. Dlaczego akurat mnie to spotyka? Czemu nie mogłam rozchorować się w zeszłym tygodniu, kiedy na lekcjach nie mieliśmy sekcji jaszczurki? Prawie zwróciłam śniadanie, gdy nauczycielka pokazała nam jej układ pokarmowy. Biedne stworzenie.
-Rachel, wszystko w porządku?- zapytała stojąca obok mnie Izabella. Moja najlepsza i zarazem jedyna prawdziwa przyjaciółka. Reszta znajomych traktuje mnie z lekkim dystansem, co i ja czynię. Wiem, jak się zachowują i wolę nie zwierzać się komuś, kto po jednej kłótni pójdzie i rozpowie moje sekrety na całą szkołę.
-No ba. Te zielone plamy, które mam przed oczami to pewnie tylko takie urozmaicenie.- burknęłam, kiwając się lekko na boki. I fakt, że cała klasa stała naokoło stołu wybitnie mi teraz nie pomagał. Jak tak dalej pójdzie, to nie zostanę na treningu i dostanę opieprz od kapitana. Znowu!
-Proszę pani, Rachel nie czuje się najlepiej.- Kochałam Izabellę jak rodzoną siostrę. Naprawdę. Ale dlaczego nie może czasami siedzieć cicho?! Pani Aglibona, - lol, co to w ogóle za nazwisko? - nauczycielka biologii i zarazem nasza wychowawczyni, zaprzestała tłumaczenia tematu i spojrzała na mnie uważnie.
-Bez przesady, panno Gansey. Znowu będziesz mdlała na lekcji?- zapytała z nutką ironii w głosie. Co mi tam, pomyślałam, w sumie raz mogę być szczera, a im szybciej wyjdę tej klasy tym lepiej dla szczątków mojej psychiki.
-Tak - potwierdziłam zamulona.- Ale prosiłabym, żeby tym razem nie robić ze mnie żywej kukły do ćwiczenia pierwszej pomocy.- Taa, to było... ciekawe doświadczenie. Dobrze, że ocknęłam się zanim przeszli do techniki usta-usta.
-No, dobrze. Idź do pielęgniarki- poleciła. Odeszłam od stołu, na którym leżały zwłoki gada i powlokłam się w stronę drzwi. Potknęłam się po drodze o czyjś plecak, jednak jak przystało na zawodową cheerleaderkę nie rąbnęłam niczym cegła na podłogę, tylko wykonałam coś, co w założeniu miało być gwiazdą, ale przez zawroty głowy wyszło trochę koślawo i uderzyłam plecami w drzwi. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że lepiej plecami niż czymś innym. Klasa oczywiście nie przemilczała tego małego potknięcia i większość osób w niej obecnych roześmiała się na dobre. Pani Aglibonie trochę zajmie uspokojenie ich i przywrócenie ciszy. Nie chcąc się jeszcze bardziej zbłaźnić,  czym prędzej opuściłam salę. Nadal kręciło mi się w głowie i żołądku. Na szczęście do gabinetu pani pielęgniarki nie było daleko. Mieścił się na korytarzu obok.
Pielęgniarka podała mi tabletki przeciwbólowe i poleciła położyć się dopóki zawroty nie miną. Chciała mnie również odesłać do domu, ale zaprotestowałam. Nie chciałam znowu opuszczać treningu, a mdłości przejdą prędzej czy później. W końcu, to tylko odruch wymiotny spowodowany zobaczeniem wnętrzności zdechłego gada.
-Nasz program w ogóle zawiera sekcję jaszczurek?- zapytałam Bellę, kiedy ta przyszła po dzwonku, żeby sprawdzić jak się czuję.- Czy to może tylko wymysł kochanej pani Aglibony?
-To nie jest wymysł. Ciesz się, że nie kazała nam na razie patrzeć, jak wypruwa wnętrzności Greedowi- odpowiedział i wzdrygnęła się momentalnie. Greed jest naszym klasowym pupilkiem. To tarantula. Większość dziewczyn w klasie zawsze spoglądała na niego z odrazą, ale my tam lubiłyśmy się na niego gapić. Izabella kochała pająki, a ja po prostu nie miałam nic lepszego do roboty. Co nie zmienia faktu, że zobaczenie jego odprutych kończyn nie byłoby przyjemnym widokiem. Dlaczego tylko w naszej szkole są nauczyciele-psychopaci?
-Aha- mruknęłam. Dobrze, że lada dzień koniec roku… a potem wakacje i do liceum. W sumie nie wiem, z czego się tak cieszę.- Czekaj, sekcję kota też będziemy miały?!
-Kota?- Szatynka spojrzała na mnie jak na debilkę.
-Eee… nie ważne.- odparłam i powoli podniosłam się z białej pierzyny.- Dziękuję, Mirando!- rzuciłam na pożegnanie do pani pielęgniarki. Była młodą kobietą, świeżo po studiach. Lądowałam w jej gabinecie już tyle razy, że obecnie jesteśmy na „ty”.
-Proszę bardzo, Rachel.
Po opuszczeniu pomieszczenia udałyśmy się przed szkołę, gdzie uczniowie wsiadali właśnie do autobusów, pchając i kopiąc wszystkich po kolei. Bella również miała jechać jednym z nich, jednak wykazała się dobrym wychowaniem i poczekała, aż przestaną się rozpychać. Zazwyczaj nie wracała do domu po siedmiu godzinach, tylko zostawała razem ze mną na treningu o całą godzinę dłużej. Nie ćwiczyła, jedynie stała z boku i wspierała mnie moralnie. Dzisiaj coś jej wypadło i musiała wracać. Pomachałam jej ręką na pożegnanie i ruszyłam w stronę boiska. Właśnie zaczynało się czterdzieści pięć minut morderczych ćwiczeń.
To nie tak, że nie lubię być cheerleaderką, wręcz przeciwnie, uważam, że to czyni mnie bardziej wyjątkową. Zwłaszcza w połączeniu z lekcjami sztuk walki, na które uczęszczałam przez ładnych siedem lat z rzędu. Jestem normalnie jak Kim Kolwiek! Ale ona nie była szesnastoletnią smarkulą uczęszczającą do zwykłego gimnazjum w małym miasteczku... Wróć na ziemię idiotko, warknęłam w myślach, ona nigdy nie istniała.
Trening minął zaskakująco szybko. Z boiska oczywiście zeszłam ostatnia, jak zawsze. Kiedy wszyscy zbierają się w pośpiechu, ja wlekę się niczym żółw. Poszłam do szatni dla dziewcząt, żeby się przebrać, a później jeszcze wstąpiłam do toalety, gdzie rzuciłam okiem na moje uczesanie. Wszyscy mówią, że wdałam się w Gansey’ów, czyli rodzinę ojca i pewnie mają rację. Szaro-niebieskie oczy i włosy bliżej niezidentyfikowanego koloru odziedziczyłam po cioci, tak samo jak moja kuzynka. Czasami nawet nas ze sobą mylą, chociaż ona jest o ładnych parę lat starsza. Jednak w odróżnieniu od niej, ja jestem wysoka i niesamowicie mi to przeszkadza. W ciągu ostatniego roku sporo eksperymentowałam z włosami. Miałam je do pasa, a obecnie ledwo sięgają karku. Zaczęłam je też prostować, gdyż znudziły mi się starczące loki. Nie tak nałogowo, ale raz w tygodniu po myciu. Grzywkę, zakrywającą mi prawą stronę twarzy, pofarbowałam na czarno, pomimo wyraźnego zakazu rodziców. Do teraz pamiętam ten opieprz, jaki od nich dostałam, ale nie żałuję. Pozostała część włosów pozostała w swoim naturalnym kolorze, czyli czymś przypominającym krzyżówkę ciemnego blondu i karmelu.
Jeszcze raz sprawdziłam, czy niczego nie zapomniałam i ruszyłam do domu na rowerze. Dbanie o naturę i zdrowy styl życia przede wszystkim, czy coś w tym stylu...
Reszta dnia upłynęła mi bardzo szybko. Naturalnie, kompletnie olałam lekcje pewna, że zdążę odrobić je jutro rano. W końcu z jakiegoś powodu wstaję o tej szóstej. Mama późno wraca z pracy, a taty - który jest dostawcą i obecnie znajduje się gdzieś nad morzem - nie spodziewałam się zobaczyć przynajmniej do jutra. Co prawda, mam również młodszego brata, ale po szkole wyszedł do kolegi, pod pretekstem nauki. Byłam sama. Tylko ja, telewizor i prażony słonecznik.

Nowi w świątyni

Hej! Tutaj Will! ^^
Feliks: I Feliks! ^^
Są jeszcze Byron i Shun, ale oni nie są skorzy do przedstawiania się.
Byron: Dziecinnie się zachowujesz.
Shun: Myślałem, że już przywykłeś.
Tak, czy tak, część z Was może już mnie zna, bo od kilku miesięcy zaśmiecam internety swoimi wypocinami.
Shun: Najpierw był Bakugan...
Feliks: Potem Młodzi Tytani...
Byron: I Król Szamanów.
Teraz przyszedł czas na Xiaolin. Konkretnie seria pierwsza "Xiaolin: Pojedynek Mistrzów".
Feliks: Nie chcę być pierdołą, ale miałaś najpierw skończył pisać na Tytanach.
Tytani i reszta spółki: WŁAŚNIE!

Eee... ^^"" Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać przed zamieszczeniem postu. ^^"" Dlaczego akurat ten fandom? Otóż jakiś czas temu, podczas rozmowy na Asku, dostałam pytanie: "Skoro lubisz Xiaolin to dlaczego nie napiszesz bloga?" Do tamtej pory chodziło mi to po głowie, ale uważałam, że nie dam rady opisywać pojedynków i tego typu rzeczy, poza tym nie chciałam zwalać sobie na głowę kolejnego opka. Ostatecznie do rozpoczęcia zachęciła mnie moja przyjaciółka Bella, za co dla niej serdeczne gratki.
Byron: Will nie nadaje się do opisów walki, dlatego nie wymagajcie od niej zbyt wiele.
Taa... Nie przypominaj ._. Ja to bym najchętniej komedie pisała ._.
Shun: Znowu odbiegasz od tematu. Skoro już musisz to dodawać to może powiesz co nieco o opowiadaniu.
Mądrze prawisz. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, główną bohaterką będzie Rachel Gensey, moja OC. Na drugim miejscu stać będzie słynny niczym Lady Gaga, Chase Young, Książę Ciemności, do którego wzdycham dniami i nocami, ale tego nie wiecie. Oczywiście nie zabraknie też Omiego i reszty mnichów. Wspomniałam, że lubię pisać komedie i ten fanfic w większości będzie właśnie komedią, ale postaram się wprowadzać jakieś urozmaicenie.
To by było na tyle mojego paplania. Widzimy się pod prologiem ^^
Ps. Blog przeniesiony z Oneta >.>